Autorka: Magda Hibner
Przez lata sukces był dla mnie miarą wartości. Im więcej pracowałam, tym mocniej czułam, że mam kontrolę nad swoim życiem. Aż pewnego dnia moje ciało powiedziało: dość. Pierwszy atak paniki w samochodzie był początkiem drogi do zmiany. Zrozumiałam, że zdrowie nie może być ofiarą ambicji. Że równowaga to nie luksus, a konieczność. Teraz uczę się od nowa żyć – wolniej, ale mądrzej, słuchając siebie i swojego ciała.
Byłam zamknięta. W przestrzeniach biurowych, samochodowych, koncepcyjnych. W zadaniach, zobowiązaniach, oczekiwaniach, w stawianiu sobie poprzeczek coraz wyżej. Zamknięta w swoim ciele, które stopniowo odmawiało współpracy. Dosłownie. Przez lata tego nie zauważałam. Moje zdrowie pogarszało się dzień po dniu, ale ja ignorowałam sygnały.
Moją zawodową drogę zaczęłam wcześnie. Podczas gdy moi rówieśnicy szli na studia, ja poszłam do pracy – by móc studiować. Miałam 19 lat i zrządzeniem losu od razu dostałam pracę marzeń w nowoczesnej branży. Każdy dzień był wyzwaniem, a ja świetnie odnajdywałam się w tym tempie. Praca stała się moim centrum świata – wokół niej budowały się najważniejsze relacje, pasje, codzienność. Jako osoba z talentem „Osiąganie” nie znałam innego trybu – trzeba było działać, dowozić, pokonywać kolejne przeszkody. Nie tylko w obszarze zawodowym – siłacze, którzy udowadniają swoją wartość poprzez podejmowanie coraz trudniejszych wyzwań, czują się wtedy coś warci. Dla mnie ten tryb działania był jedynym znanym sposobem na satysfakcjonujące życie.
Każdy rok był pełen pracy i wyzwań, a ja, oceniając siebie głównie przez pryzmat zawodowych sukcesów, wpędzałam się w coraz większe wyzwania i … przeciążenia.
Lata mijały. Miałam 35 lat i moje ciało zaczynało domagać się uwagi. Pierwsza operacja kręgosłupa – strzelił dysk. Pozbierałam się, ale nie wyciągnęłam lekcji. Były dwie kolejne operacje, a przecież dolny odcinek kręgosłupa jest wrażliwy na przeciążenia – te fizyczne i mentalne. Kolejna dekada to powtórka schematu: wyzwania, praca, sukcesy, porażki, przeciążenia. I kolejne diagnozy, coraz większy ból, osłabienie. Pandemia dobiła moje ciało i psychikę – domowe biuro stało się moim więzieniem. Praca, którą kochałam, i styl życia zaczęły pokazywać swoje zniszczenia.
Aż przyszedł moment, którego się nie spodziewałam…

